9 maja 2020

Kwiecień w kilku słowach!

Hej kochani!
Kwiecień dobiegł końca i również czas na kwietniowe przemyślenia, refleksje i podsumowanie ubiegłego miesiąca oraz domknięcie go. Jak to mówią kwiecień plecień, bo przeplata. I z tym się zgodzę, ponieważ wydarzyły się dobre rzeczy i złe, dlatego wyszła taka przeplatanka. Jak zresztą w każdym miesiącu, w każdym kwartale czy roku. Musimy się z tym pogodzić, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Tak samo również, jak śpiewa Igor Herbut:

Życie jest małą ściemniarą,
wróblicą, wygą, cwaniarą.
Plącze nam nogi i mówi, idź!


Blog i instagram

Jeśli mam być z Wami szczera w kwietniu nie miałam tyle czasu co w marcu, aby usiąść i napisać jakiś wpis. Nie lubię robić czegoś byle jak, więc i post na bloga musiał być napisany porządnie. Dlatego wolałam wcale nie pisać, nie mając czasu niż napisać bez składu i ładu. Jednak systematycznie odwiedzałam ulubione blogi oraz również poznałam kilka nowych. Wpadałam na strony swoich czytelników i z przyjemnością czytałam każdy wpis od deski do deski. Na instagramie można było mnie spotkać częściej niż w marcu. Wrzucałam więcej zdjęć oraz starałam się za każdym razem przeczytać wpis osób, które śledzę na bieżąco. Powiem Wam, że na instagramie publicznym bywałam dwa razy częściej niż na swoim prywatnym profilu.


Życie prywatne

Muszę się Wam pochwalić, ale w kwietniu po pięciu latach zrozumiałam swój aparat. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, co trzeba ustawić, jakie funkcje wybrać, żeby zdjęcie zrobić w trybie manualnym. Oczywiście nadal posługuję się swoją ściągawką z telefonu, bo jeszcze tego wszystkiego nie znam na pamięć. Jednak uważam, że zrobiłam duży postęp w nauce fotografii. Miałam okazję być u przyjaciółki oraz odwiedzić swojego chrześniaka. Przyjaciółka zrobiła mi przepiękną hybrydę, która trzymała się trzy tygodnie. Miałam dwa cudowne wyjazdy. W jednym dniu z przyjemnością wróciłam do Białowieży, z której możecie zobaczyć zdjęcia w poprzednim wpisie. Była wtedy słoneczna pogoda, więc idealna pora na spacer. Ten dzień bardzo dobrze pamiętam i miło go wspominam. Drugi wyjazd był do Tykocina, aby zobaczyć na własne oczy zamek królewski z XV wieku. Ten wyjazd również zapadł mi w pamięci i za każdym razem wracając wspomnieniami do tego dnia, będę miała uśmiech na twarzy. To właśnie w tym dniu i w tym miejscu dostałam przebłysk w fotografii i zrozumiałam funkcje swojej lustrzanki. Będąc w takim pięknym miejscu, miałam okazję poćwiczyć swoje umiejętności (zdjęcia z tego wyjazdu na pewno wrzucę na bloga).


Niunia była w tym miesiącu bardzo rozpieszczana, nie tylko mizianiem i poświęcaniem dużej uwagi, ale również dostała dużo różnego rodzaju smakołyków oraz kulę smakulę, którą zrobiła mi bardzo duży bałagan w pokoju. Jednak dla takiego szczęścia królika jestem w stanie poświęcić się! Zapoznałam się ze swoim samochodem od strony maski, gdy byłam zmuszona sprawdzić płyn chłodzący, dopiero wtedy pierwszy raz zajrzałam pod maskę. Zawsze to robił albo brat, albo kolega brata. Po zajrzeniu pod maskę stwierdziłam, że takie zajęcie jest wyłącznie dla faceta. Ja się na tym w ogóle nie znam!
W kwietniu zrozumiałam, że to małe rzeczy sprawiają, że na twarzy pojawia się uśmiech, drobnostki dnia codziennego. Jeśli ktoś nie potrafi cieszyć się z małych rzeczy, to również nie będzie umiał cieszyć się z dużych rzeczy! Po zwolnieniu wróciłam do pracy, jednak nigdy nie zapomnę, jakie wyszło zamieszanie w związku z moim zwolnieniem. Już nie będę wchodzić w szczegóły, kto tu zawinił ja czy lekarz. Jednak na całe szczęście udało mi się odkręcić to małe utrapienie.

I to by było na tyle. Jak widzicie, trochę zawirowań miałam, ale również było bardzo dużo wspaniałych momentów. Jedno jest pewne, nie żałuję ani jednego dnia, ani jednej godziny. A do niektórych wspomnień będę wracała z bananem na twarzy. 
Jak Wam minął kwiecień? Wydarzyło się coś ciekawego, czym możecie się pochwalić? Do następnego!

1 maja 2020

Kosmetyki pod lupą #1 Oriflame

Hej kochani!
Która z nas nie lubi kosmetyków? Chyba nie znam takiej dziewczyny! Każda z nas używa kosmetyków. Jedna ma ich trochę więcej, druga ma ich trochę mniej, ale każda jakieś kosmetyki w domu posiada. Wpadłam na pomysł, aby do bloga wprowadzić nową serię dotyczącą kosmetyków. W swoim życiu przetestowałam ich bardzo wiele i na pewno jeszcze wiele ich przetestuję. Dlatego fajną opcją będzie, gdy wyrażę swoje zdanie i opinię. Powiem, jakie ma zalety, a jakie wady. A nóż może komuś taki wpis się przyda, a może kogoś zachęcę do zakupu któregoś z wymienionych kosmetyków. Na pierwszy ogień pójdzie firma Oriflame. Jak wiecie lub nie kiedyś byłam konsultantką w tej firmie i próbowałam swoich sił w opcji biznesowej. Jednak nie jest to dla mnie i po prostu nie udało mi się tego osiągnąć. Przez długi okres zamawiałam kosmetyki sobie, rodzinie lub koleżankom. Takich kosmetyków z tej firmy u mnie w domu nazbierało się mnóstwo! Dlatego długo nie musiałam szukać czy się zastanawiać, o jakich wydać opinię! Jeśli chcecie poznać moje zdanie, zapraszam do dalszej lektury!

  • Oczyszczająca maseczka Pure Skin
Maseczka glinkowa o głębokim działaniu z naturalnym ekstraktem z papai i technologią Detect, zawierający kwas salicylowy. Pomaga oczyszczać zaskórniki, usuwając zanieczyszczenia i tłuszcz. Od pierwszego zastosowania oczyszcza pory i sprawia, że cera jest czystsza i matowa. Już po 4 tygodniach stosowania wyraźnie zmniejsza się ilość wyprysków”.

Maseczka po nałożeniu na twarz przyjemnie chłodzi. Ma przyjemny zapach i kremową konsystencję. Trzeba pamiętać, aby nie trzymać jej za długo na twarzy, ponieważ gdy zastygnie ciężko ją zmyć. Producent obiecuje nam, że nasza cera będzie oczyszczona i zmatowiona. Po miesiącu stosowania zmniejsza ilość wyprysków. Jeśli chodzi o moje zdanie, to używałam jej przez kilka tygodni i u mnie żadnych super efektów nie było widać. Maseczka jak każda inna, nie powaliła mnie na kolana. Produkt raczej dobry dla osób, które nie mają większych problemów z cerą, jednak nie spełnił moich oczekiwań.

Ocena: 6/10


  • Krem do stóp Feet Up Cherry Delights
Bogaty, nawilżający krem do stóp o słodkim zapachu wiśni. Zawiera olejek goździkowy, zmiękcza i wygładza skórę”.

Pierwsza cecha, która zwraca naszą uwagę, jest zapach. Cynamon połączony z goździkami zachęca do aplikacji kremu. Feet Up ma konsystencję musu, zamiast ciężkiego i tłustego kremu do stóp. Skóra jest w lepszej kondycji, szybko się wchłania i po całym dniu jest ukojeniem dla stóp. Jestem bardzo zadowolona z tego kremu. Jedyny minus, jaki krem posiada to taki, że jest w edycji limitowanej, więc bardzo ciężko jest go dostać.

Ocena: 9/10


  • Woda tonizująca z aloesem
Preparat do oczyszczania skóry twarzy. Właściwy produkt do codziennej pielęgnacji. Tonik głęboko nawilża, łagodnie i dokładnie myje całą twarz oraz przyjemnie odświeża. Efektem, jaki obiecuje nam producent, będzie nawilżona i oczyszczona skóra”.

Jest to chyba najgorszy produkt, jaki miałam okazję używać. Po pierwsze produkt, zamiast nawilżać, bardzo wysuszył mi cerę, a po drugie po kilku tygodniach stosowania na twarzy pojawiły się wypryski. Tonik, zamiast oczyszczać i niwelować trądzik sprawiał, że tych wyprysków na twarzy było dwa razy więcej. Dla mnie ten produkt nie zdał swojej roli. Na pewno drugi raz nie kupiłabym go.

Ocena: 2/10


  • Tusz do rzęs The One 5-in-1 Wonderlash
Wielofunkcyjna maskara ze szczoteczką 3D, która pozwoli Ci osiągnąć efekt niewiarygodnie długich i gęstych rzęs. Zawiera składniki pielęgnujące, które odżywiają rzęsy”.

Jest to najlepszy tusz do rzęs, jaki kiedykolwiek posiadałam. Nie potrzeba dużo czasu, aby rzęsy wyglądały jak u modelki. Pięknie rozdziela rzęsy, unosi je, wydłuża i pielęgnuje. Bardzo długo utrzymuje się na rzęsach oraz się nie rozmazuje w czasie deszczu lub śniegu. Strzał w dziesiątkę. Jeszcze żaden inny tusz, którego używałam, nie przebił tego. Można kupić go w ciemno, a na pewno każdy będzie zadowolony z efektów!

Ocena: 10/10


  • Nawilżający krem do rąk z olejkiem z awokado
Nawilżający krem do rąk z naturalnym olejkiem z awokado. Pomaga zmiękczać i wygładzać skórę dłoni oraz poprawiać jej kondycję. Błyskawicznie odżywia suchą lub zmęczoną skórę, potrzebującą nawilżenia”.

Mój ulubiony krem do rąk z tej firmy. Krem nie jest gęsty i już niewielka ilość wystarczy, by nawilżyć dłonie. Ma cudowny, delikatny zapach awokado. Bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia na dłoniach tłustej warstwy. Zawsze miałam problem z suchymi dłońmi, a zimą to już była tragedia. Ten krem sprawił, że moja skóra wróciła do normalności, zrobiła się mięciutka w dotyku. Z tym produktem raz na zawsze mogłam pożegnać się z suchą, pękającą skórą na dłoniach. Daję gwarancję, że ten krem poradzi sobie z najbardziej wysuszonymi dłońmi!

Ocena: 10/10


Jak widzicie, nie wszystkie kosmetyki są tak rewelacyjne, jak obiecuje nam producent czy firma. Niektóre produkty nie pomogły na moją cerę, a jeszcze niektóre tylko zaszkodziły. Jednak są też takie, z których jestem bardzo zadowolona i na pewno tak szybko z nich nie zrezygnuję. To wszystko zależy od człowieka, od organizmu, od typu skóry. Znacie moją ocenę, opinię i śmiało możecie zdecydować czy planujecie zakup w przyszłości, czy raczej zniechęciłam was do tego. Swoje zdanie piszcie w komentarzach! A ja z przyjemnością się dowiem, jak działają u was, czy w ogóle mieliście okazję ich używać i czy się sprawdziły! Do następnego!